Przez lata Kraków i stadion Wisły były w najwyższej klasie rozgrywkowej bardzo niegościnne dla Lecha Poznań. Dopiero w ostatnich sezonach Kolejorz nie przegrywa na tym obiekcie, a w przeszłości zdarzały się takie spotkania, które wspominane są do dzisiaj z szybszym biciem serca. Zarówno tym pozytywnym, jak i negatywnym.
O tym, że jest to nieprzyjemny stadion jeżeli chodzi o mecze ligowe niech świadczy bilans trzydziestu zwycięstw Wisły, piętnastu remisów i tylko ośmiu wygranych spotkań przez Kolejorza. Pierwsze starcie między tymi zespołami w I lidze odbyło się w premierowym sezonie niebiesko-białych w najwyższej klasie rozgrywkowej i na chwilę przeniesiemy się do Poznania, bo Wisła Kraków była pierwszym rywalem ZZK w roli gospodarza, a na stadionie na Dębcu padł remis 1:1. Jednak już wracając do meczów, które odbyły się w stolicy Małopolski to w rewanżu, który wydarzył się we wrześniu 1948 roku poznaniacy przegrali 1:2, a tego pierwszego gola na stadionie Wisły strzelił Janusz Gogolewski. Na pierwsze zwycięstwo trzeba było czekać aż siedem spotkań, ponieważ odniesione zostało ono dopiero w 1956 roku. Drużyna trenera Mieczysława Tarki wygrała 3:1, a bramki dla Kolejorza zdobywali Zygfryd Słoma oraz dwukrotnie niezawodny Teodor Anioła.
Po powrocie Lecha do najwyższej klasy rozgrywkowej w 1972 roku stadion Wisły był jednym z najmniej gościnnych miejsc na mapie Polski. To właśnie w tym okresie lechici ponieśli tam bardzo dotkliwą porażkę 0:8 i przez ponad dziesięć lat jedynym co wywieźli z tego obiektu były dwa remisy. Końcowym aktem tego tragicznego etapu była kolejna wysoka porażka, tym razem 0:6, i co ciekawe miała ona miejsce w 26. kolejce sezonu 1982/1983. Prawie koniec rozgrywek, a pierwszy rzut oka kibica wystarczy, żeby domyśleć się, że był to sezon, w którym Lech Poznań zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Dokładnie tak było i to po tej bardzo dotkliwej porażce zawodnicy trenera Wojciecha Łazarka wygrali cztery ostatnie mecze i mogli cieszyć się z ówcześnie największego sukcesu kolejowego klubu.
Od tego momentu Wisła musiała czekać aż piętnaście lat na kolejne zwycięstwo nad Kolejorzem, jednak wynikało to nie tylko z dobrych rezultatów wywożonych przez poznaniaków z grodu Kraka, ale również z tego powodu, że wiślacy opuścili na kilka lat piłkarską elitę. Jednak jak już powrócili do niej to z przytupem, ponieważ po kilku latach nastała era Bogusława Cupiała i w tym czasie Lech przegrał na stadionie Wisły aż siedem meczów ligowych z rzędu i w większości z tych spotkań lechici byli jedynie statystami na tle najlepszej drużyny w Polsce. Wszystko odmieniło się w sezonie 2008/2009, kiedy zespół trenera Franciszka Smudy niespodziewanie wygrał z Wisłą na ich terenie 4:1 i do dzisiaj to spotkanie wspominane jest jako jedno z najlepszych, a na pewno jedno z najbardziej zaskakujących, ligowych starć w czasach przyszłego selekcjonera reprezentacji Polski. Wystarczy powiedzieć, że wiślacy zostali wtedy mistrzami Polski, a ta wysoka porażka z Lechem była ich jedyną na własnym stadionie. Wszystko zaczęło się od piorunujących pierwszych dziesięciu minut, kiedy gole strzelali Rafał Murawski oraz Robert Lewandowski. Tuż przed przerwą po kontrataku trafienie dołożył Tomasz Bandrowski, a w drugiej połowie Wisłę dobił ponownie aktualny gwiazdor Bayernu Monachium.
Ostatni raz Wisła pokonała na własnym obiekcie Lecha w sezonie 2015/2016, kiedy wygrali 2:0, po dwóch bramkach Rafała Boguskiego. Od tego czasu lechici przywieźli stamtąd dwa remisy oraz w ostatnich dwóch sezonach dwa zwycięstwa. Pierwsze, 3:1 po hat-tricku Christiana Gytkjaera, a drugie, w zamykającym 2018 rok meczu po golu Pedro Tiby. Nie mamy nic przeciwko temu, żeby piłkarskie szczęście uśmiechnęło się do zespołu trenera Dariusza Żurawia, nie zwracało uwagi na bilans meczów Wisły z Lechem i to właśnie ci sami piłkarze zadecydowali o niedzielnym zwycięstwie Kolejorza.
Next matches
Sunday
13.04 godz.17:30Recommended
Subscribe